Zmiana w węgierskiej polityce stała się faktem. Szykuje się powrót Grupy Wyszehradzkiej?

Aktualności Ekonomia i Geopolityka
Udostępnij artykuł

Po zwycięstwie opozycyjnej partii TISZA Petera Magyara na Węgrzech szykuje się całkowite przeorientowanie polityki zagranicznej tego europejskiego kraju. Mamy już zresztą tego przedsmak. Viktor Orban, który stawiał się w opozycji do głównego nurtu Unii Europejskiej robił dużo, aby wybić się na „niepodległość”. Przez taką politykę ucierpiały relacje z europejskimi sąsiadami. Po ataku Rosji na Ukrainę i niejednoznacznej polityce Budapesztu, który nie zamierzał przyznawać kto jest agresorem zamarła współpraca z państwami regionu co doprowadziło do faktycznego paraliżu Grupy Wyszehradzkiej. Teraz może się to zmienić. Mimo częściowo odmiennych interesów jej członków istnieje pole do współpracy – kraje te mają przecież podobne możliwości i problemy. 

Zaburzona współpraca 

Grupa Wyszehradzka liczy obecnie ponad 64 mln mieszkańców zajmując powierzchnię 532 tys. km². Nie należy mieć wątpliwości, że w Europie jesteśmy poważnym graczem, który jeśli tylko będzie zjednoczony, to może wywierać ogromny wpływ na gospodarkę i politykę całej Unii Europejskiej. Niestety nie wszyscy liderzy Grupy to rozumieli. Współpracę nawiązaliśmy szybko po upadku reżimu komunistycznego, bo już w 1991 roku. Byliśmy wtedy na podobnym etapie rozwoju i patrzenia w przyszłość. Państwa zrzeszone w Grupie były zadeklarowane antykomunistycznie (każdy naród miał swoje nazwijmy to 
„brutalne przygody” z tym reżimem) i prowadziły podobną politykę zagraniczną – silna orientacja na zachód i sprzeciw wobec imperialistycznych dążeń Rosji.

Przez lata udawało się unikać poważniejszych sporów, mimo że naprawdę wiele nas także różni, ale o tym więcej w drugiej części artykułu. Jedynym poważnym graczem, który niejako wewnętrznie mocniej podzielił Grupę był Viktor Orban. To on stawiając się w opozycji do Unii Europejskiej faktycznie nam szkodził. Warto jest podkreślać podmiotowość, ale bycie w ciągłej opozycji nie służy budowaniu powagi, a przede wszystkim stabilności. Najpoważniejszym kryzysem w relacjach wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej pozostaje jednak atak Rosji na Ukrainę i reakcja na niego takich państw jak Węgry czy częściowo Słowacja. Te dwa kraje silnie uzależnione od paliw ze wschodu robiły wszystko, aby konflikt nie przełożył się na ich stosunki z Kremlem co niestety działało na szkodę wewnętrznych relacji. Nie można było zatem dalej tak mocno współpracować m.in. z Węgrami, które tak bardzo wspierały Rosję. Zaburzyło to zatem relacje wewnątrz Grupy, spadł cykl wewnętrznych spotkań i trudniej było uzyskać wspólne zdanie.

Sytuacja może zacząć się zmieniać dopiero teraz. Nowy węgierski premier Peter Magyar otwarcie mówi, że chce powrotu na „europejskie salony”, a chwilę po zaprzysiężeniu na urząd udał się do Polski. Wiele słów padło wewnątrz węgierskiej sceny polityczne, które zapowiadają zmianę myślenia i postępowania. Wydaje się, że nowy rząd może chcieć jeszcze raz przeanalizować po której stronie należy się opowiedzieć. Podróż do najbliższych sąsiadów Magyara oznaczać może także odnowienie relacji wspólnotowych w Grupie Wyszehradzkiej. Ja sam z niecierpliwością czekam aż będziemy mogli na ten temat powiedzieć więcej. Do określenia nowych wyzwań i priorytetów Europy Środkowej potrzebne jest spotkanie wszystkich czterech liderów Grupy. 

Jedność w różnorodności

W Grupie Wyszehradzkiej zrzeszone są państwa powiedzmy „podobne kulturowo”, które jednak mają często odmienne interesy, a nawet ze sobą rywalizują. Mimo bliskości w wielu kwestiach wiele nas różni. Polska jako zdecydowanie największy i najludniejszy gracz ma zdecydowanie największy potencjał. Jesteśmy przecież ponad 3 razy liczniejszym narodem niż drudzy po nas w Grupie Wyszehradzkiej Czesi. Rywalizujemy głównie na płaszczyźnie gospodarczej – jako kraje Europy Środkowej przez lata zabiegaliśmy o zachodni kapitał, czy to chodziło o inwestycje firm z tzw. Starej Europy czy o fundusze europejskie na rozwój. Czesi chcieli swego czasu nawet zamknąć naszą kopalnię czego dalej część Polaków nie może im wybaczyć. Nie należy mieć zatem wątpliwości, że każdy członek Grupy Wyszehradzkiej musi patrzeć na siebie i swoje potrzeby. Nie oznacza jednak, że wiele nas nie łączy. Jest wręcz przeciwnie.

Państwa naszego regionu przechodzą te same trudności i mamy podobne problemy. Może dodatkowo to nas wzmocnić i scementować wspólny front radzenia sobie z różnymi perturbacjami. Łączą nas na pewno problemy demograficzne, każdy kraj Grupy Wyszehradzkiej się z tym boryka. Wielu naszych obywateli wyjechało przed laty za granicę i mimo że trend się odwrócił to powstała wtedy wyrwa demograficzna wydaje się na razie nie do zasypania. My Polacy wyjeżdżaliśmy do Niemiec i Wielkiej Brytanii, Czesi do Niemiec i Austrii, podobnie Słowacy i Węgrzy jednak tu głównym kierunkiem i była i jest nadal Austria. Aby więc wzmocnić Grupę Wyszehradzką potrzebna jest sensowna polityka prodemograficzna. Cała Grupa to wspólnota nie tylko stricte polityczna, ale i gospodarcza i tutaj mamy wiele do zdziałania. Kraje Europy Środkowej silnie się rozwijają (tu trochę w tyle zostaje Słowacja i Węgry) i mają naprawdę wiele do zaoferowania. Zaczęliśmy tym samym nie tylko zabiegać o inwestycje zachodnich firm, ale sami kreować naszą gospodarkę. Nastąpiła swoista „rywalizacja z zachodem”, którą wspiera to, że nadal jesteśmy „tańsi” w stosunku do partnerów.

Wreszcie co najważniejsze w Grupie Wyszehradzkiej jest nasze położenie geograficzne i wspólne doświadczenia historyczne. Chodzi tu głównie oczywiście o Rosję czy tą komunistyczną czy obecną. Polityka jest twarda i brutalna, Słowacja i do niedawna Węgry zdawały się zbyt mocno „romansować” z Kremlem, ale wydaje się, że to może się skończyć. Po wybuchu wojny na Ukrainie, kiedy to zachód się obudził wydawało się, że nie ma możliwości, aby ktoś z Grupy Wyszehradzkiej, czyli z naszego najbliższego regionu chciał współpracować z Rosją. Było jednak inaczej, tamci złożyli samokrytykę, a np. Węgrzy zdawali się zaprzeczać rzeczywistości. W głębi jednak wszystkie „narody Wyszehradu” są antyrosyjskie. Inaczej tylko pojmujemy, jak zachowywać się w stosunku do naszego wschodniego sąsiada. Widzę tutaj jednak pole do ustalenia wspólnego frontu, gdyż odrodzona Grupa Wyszehradzka może być naprawdę i silnym partnerem i bardzo mocnym rywalem wschodu czy zachodu. Europa Środkowa może więc zacząć znowu wspólnie się rozwijać i iść jednym torem politycznym i gospodarczym. Czas pokaże czy politycy będą potrafili wykorzystać nasz wspólny potencjał.


Udostępnij artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *