Site icon WarNewsPL

Dziwny przypadek Friedricha Merza

Udostępnij artykuł

6 maja 2025 roku, w drugim głosowaniu podczas obrad Bundestagu, Friedrich Merz został wybrany na kanclerza Republiki Federalnej Niemiec, tym samym stając się szefem nowego rządu koalicyjnego CDU-SPD. Oczekiwania wobec tego 70-letniego polityka z Nadrenii Północnej-Westfalii były bardzo duże, zresztą częściowo rozbudowane przez samego Merza w trakcie kampanii wyborczej, jeszcze jako lidera opozycyjnej chadecji. Nieudolne i pełne tarć rządy ustępującego Olafa Scholza przekonały większość Niemców, że warto powrócić do tego, co już znane, i po raz kolejny dać CDU szansę na kierowanie państwem. Brak stabilności koalicji SPD-FDP-Zieloni oraz narastające konflikty, szczególnie na ostatnim etapie — pomiędzy wicekanclerzem i ministrem gospodarki Robertem Habeckiem a ministrem finansów Christianem Lindnerem sprawiły, że koalicja „świateł drogowych” (od kolorów partii rządzących) zdecydowała się na przedterminowe wybory parlamentarne.

Friedrich Merz jest postacią, która, wbrew pozorom, od dawna funkcjonuje w niemieckiej polityce. Już w latach 90. XX wieku, jako stosunkowo młody działacz CDU, próbował budować swoją pozycję w kontrze do nowej gwiazdy chrześcijańskich demokratów, Angeli Merkel. Na jej tle jawił się jako polityk znacznie bardziej przywiązany do konserwatywnych korzeni partii. Reprezentował konserwatywne skrzydło CDU, krytykując już wtedy zbyt liberalną politykę migracyjną Niemiec, a także nadmiernie rozbudowaną politykę socjalną. Gdy w 2022 roku, po dłuższej nieobecności w polityce, Merz stanął na czele CDU, wielu wiązało z nim nadzieje na restrukturyzację ugrupowania i wyprowadzenie chadecji na prostą poprzez odwołanie się do dziedzictwa Konrada Adenauera czy Helmuta Kohla.

Merz, jako człowiek związany z międzynarodowym biznesem, w latach 2016-2020 był przewodniczącym rady nadzorczej BlackRock Germany, cieszył się dużą popularnością wśród niemieckich przedsiębiorców i środowisk przemysłowych znad Renu. Widziano w nim szansę na odbudowę niemieckiej gospodarki dzięki zapowiedziom obniżenia podatku CIT, szeroko zakrojonej deregulacji, a także walki z unijną biurokracją i przesadnym, zdaniem części środowisk gospodarczych, naciskiem na kwestie klimatyczne. Z kolei wśród przeciętnych obywateli RFN Merz jeszcze przed nominacją kanclerską uchodził za polityka sztywnego, pozbawionego charyzmy i zbyt mocno związanego ze światem wielkiego biznesu. Sam fakt, że już jako lider CDU stosunkowo rzadko był wskazywany przez wyborców chadecji jako preferowany kandydat na kanclerza, daje sporo do myślenia. Lepsze wyniki osiągali choćby premier Bawarii i lider CSU Markus Söder czy relatywnie młody premier rodzinnego landu Merza- Hendrik Wüst. Ostatecznie jednak kierownictwo CDU postawiło na swoim i to były menedżer sektora finansowego został kandydatem na urząd kanclerza RFN.

Kampania wyborcza 2025 roku odbywała się pod znakiem „powrotu do korzeni”. CDU i CSU promowały kurs bardziej konserwatywny, wolnorynkowy oraz zdecydowanie bardziej stanowczy wobec migracji i kwestii bezpieczeństwa. Była to wyraźna próba odcięcia się od dziedzictwa Angeli Merkel i szesnastu lat jej rządów. Hasło „Politikwechsel für Deutschland” („Polityczna zmiana dla Niemiec”) opierało się przede wszystkim na kwestiach gospodarczych. Friedrich Merz przekonywał, że jako osoba dobrze znająca problemy przedsiębiorców będzie w stanie wyprowadzić niemiecki przemysł z kryzysu poprzez obniżki podatków, wsparcie startupów oraz zwiększenie zachęt inwestycyjnych.

W kontekście migracji Merz zapowiadał zaostrzenie kontroli granicznych, szybsze deportacje, ograniczenie nielegalnej migracji, procedowanie części wniosków azylowych poza granicami UE, zmniejszenie świadczeń dla osób przeznaczonych do deportacji, a także cofnięcie części liberalizacji prawa obywatelskiego. W kwestii bezpieczeństwa i obronności postulował zwiększenie nakładów na Bundeswehrę oraz nową formę służby wojskowej. Jeszcze mocniej niż Olaf Scholz podkreślał znaczenie partnerstwa transatlantyckiego oraz konieczność dalszego wspierania Ukrainy.

W odniesieniu do energii CDU i Merz krytykowali konkretne regulacje Zielonego Ładu, a także sprzeciwiali się unijnemu zakazowi sprzedaży samochodów spalinowych. Jednocześnie apelowali o obniżenie cen energii dla przemysłu, nie negując przy tym konieczności transformacji energetycznej. W polityce zagranicznej Merz odwoływał się do nurtu proatlantyckiego, widząc najważniejszego partnera Niemiec w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie wyrażał sceptycyzm wobec zbyt prorosyjskiej polityki Angeli Merkel oraz ostrzegał przed powielaniem podobnych błędów w relacjach z Chinami. Apelował tym samym do Unii Europejskiej o wzięcie większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo,  zarówno ekonomiczne, jak i militarne.

Zwycięstwo CDU w wyborach można określić mianem słodko-gorzkiego. Z jednej strony chadecy byli partią, na którą zagłosowało najwięcej Niemców przy bardzo wysokiej frekwencji przekraczającej 82%. Z drugiej jednak strony aż blisko 21% głosów zdobyła Alternatywa dla Niemiec (AfD), zajmując drugie miejsce. Do samego końca ważyły się również losy koalicji CDU-SPD, ponieważ wiele zależało od tego, czy do Bundestagu dostanie się skrajnie lewicowy Sojusz Sahry Wagenknecht. Ostatecznie ugrupowanie uzyskało 4,97% głosów i nie przekroczyło progu wyborczego.

Ten długi wstęp jest konieczny, aby zrozumieć, co wydarzyło się w Niemczech w ciągu ostatniego roku i dlaczego zaufanie do kanclerza Merza oscyluje obecnie wokół 20%, podczas gdy AfD wyprzedza CDU w kolejnych sondażach i wygrywa wybory na poziomie landowym.

Jak już zostało wspomniane, oczekiwania wobec Merza były ogromne, co od początku funkcjonowania koalicji CDU-SPD nakładało na nowy rząd olbrzymią presję. Wydaje się jednak, że presja ta bardzo szybko zaczęła przytłaczać samego kanclerza. Należy jednocześnie pamiętać, że sojusz chadeków z socjaldemokratami nie był entuzjastycznie przyjmowany w szeregach obu partii, szczególnie SPD. Było to widoczne już podczas głosowania nad wotum zaufania dla nowego rządu, kiedy kilku posłów socjaldemokratów wyłamało się z dyscypliny partyjnej, doprowadzając do konieczności przeprowadzenia drugiego głosowania.

Już sam skład rządu budził wątpliwości. SPD otrzymała stanowisko ministra finansów i wicekanclerza, które objął Lars Klingbeil. Był to pierwszy sygnał, że Merz może zostać zmuszony do daleko idących ustępstw wobec koalicjanta w kwestiach fiskalnych. Doszło tutaj do klasycznego zderzenia interesów. Z jednej strony Merz opowiadał się za radykalnymi cięciami budżetowymi, szczególnie w obszarze wydatków socjalnych, co miało zwiększyć oszczędności oraz umożliwić obniżki podatków, przede wszystkim dla niemieckich przedsiębiorstw. Z drugiej strony SPD, opierająca się na elektoracie pracowniczym i wspierana przez związki zawodowe, nie mogła sobie pozwolić na zaakceptowanie tak daleko idących reform.

Ostatecznie Merzowi udało się wynegocjować stopniową reformę podatku CIT. Obecna stawka 15% ma zostać obniżona do 10%, jednak cały proces potrwa aż do 2032 roku. Dzięki temu efektywna stawka podatku od osób prawnych, wraz z podatkami lokalnymi, ma spaść z około 30% do 25%. Rządowi udało się również przeforsować pakiet ulg podatkowych sprzyjających inwestycjom, w tym możliwość odpisów inwestycyjnych w wysokości 30% rocznej amortyzacji.

Znacznie większym wyzwaniem okazała się reforma systemu emerytalnego i świadczeń społecznych. Merz wywołał oburzenie, sugerując, że ustawowa emerytura w przyszłości będzie jedynie „podstawowym zabezpieczeniem”. SPD oraz związki zawodowe odebrały te słowa jako zapowiedź obniżenia poziomu świadczeń, a także częściowej prywatyzacji systemu. CDU próbowała również forsować oszczędności w systemie ubezpieczeń zdrowotnych, co ponownie spotkało się z oporem socjaldemokratów. Chadecy argumentowali, że reformy są konieczne z powodów demograficznych i ekonomicznych, natomiast SPD podkreślała, że ich ciężar spadnie przede wszystkim na osoby pracujące. W obu przypadkach Merz został zmuszony do wycofania się z części planów. Z zapowiadanych setek miliardów euro oszczędności ostatecznie pozostała jedynie niewielka część.

Bez wątpienia największym sukcesem koalicji CDU-SPD jeszcze przed oficjalnym powołaniem rządu była zmiana konstytucji RFN oraz złagodzenie ograniczeń dotyczących zadłużenia państwa (przy wsparciu Zielonych). Miało to umożliwić uwolnienie nawet 500 miliardów euro na zbrojenia, modernizację infrastruktury oraz cyfryzację. Jednak równieżw tej kwestii koalicjanci nie potrafili dojść do pełnego porozumienia. Problemem pozostaje także niewydolność administracji i trudności w planowaniu strategicznych inwestycji. Niemcy coraz częściej zmuszone są przeznaczać środki na bieżące ratowanie przemysłu zamiast inwestować w projekty długoterminowe.

Pomimo niewielkiego wzrostu dochodów obywateli RFN konsumpcja nadal pozostaje na niezadowalającym poziomie. Dodatkowo konflikt w Zatoce Perskiej wywołany przez USA i Izrael doprowadził do wzrostu cen energii, szczególnie odczuwalnego w Niemczech. Zdaniem części analityków może to doprowadzić do jeszcze słabszego wzrostu niemieckiej gospodarki, niż wcześniej prognozowano. Reakcja rządu federalnego również wydawała się spóźniona, ponieważ czasową obniżkę podatku paliwowego wprowadzono dopiero 1 maja.

Jedną z przyczyn słabych ocen rządu CDU-SPD i samego Merza są także problemy komunikacyjne. Kanclerz jest politykiem bardzo bezpośrednim, momentami wręcz brutalnie szczerym. Otwarcie mówi o złym stanie niemieckiego państwa i konieczności przeprowadzenia bolesnych reform. Problem polega jednak na tym, że wyborcy nie zawsze chcą słyszeć tego rodzaju komunikaty. W ostatnich dniach dodatkowe kontrowersje wywołał plan reformy ochrony zdrowia, który również zakłada cięcia i ograniczenie roli państwa w systemie.

Wydaje się również, że przez ostatni rok Merz zaniedbał politykę wewnętrzną, koncentrując się przede wszystkim na polityce zagranicznej. Paradoksalnie to właśnie działania na arenie międzynarodowej oceniane są przez Niemców relatywnie dobrze. Problem polega jednak na tym, że nie przekłada się to na poprawę sytuacji gospodarczej. Sukcesem Merza było niewątpliwie wynegocjowanie z władzami Syrii programu umożliwiającego powrót do ojczyzny nawet 80% Syryjczyków przebywających obecnie w RFN w ciągu najbliższych trzech lat. W ten sposób kanclerz stara się pokazać społeczeństwu, że realizuje swoje zapowiedzi dotyczące ograniczenia migracji.

Podsumowując, pierwszy rok rządów koalicji CDU-SPD i kanclerza Friedricha Merza należy ocenić jako dwanaście trudnych miesięcy oraz okres wielu niespełnionych oczekiwań. Wydaje się jednak, że głównym problemem nie jest sama opozycja, w tym AfD, która również zmaga się z własnymi sporami, lecz sam Merz. Zbyt mocne rozbudzenie nadziei społecznych połączone ze słabą komunikacją polityczną przyniosło obecne efekty. Nie można jednak powiedzieć, że kanclerz pozostaje bierny. Wręcz przeciwnie, regularnie wychodzi z inicjatywami, a także propozycjami reform, które jednak szybko ulegają rozwodnieniu w koalicyjnych negocjacjach. W efekcie światło dzienne ujrzała jedynie część pierwotnych planów lidera CDU.

Obecne sondaże nie napawają optymizmem. W ciągu ostatniego roku wielokrotnie spekulowano o możliwym rozpadzie koalicji, a ostatnio także o potencjalnej wymianie samego kanclerza. Planowe wybory do Bundestagu odbędą się dopiero w 2029 roku, więc czasu na realizację obu scenariuszy pozostaje dużo. W moim przekonaniu obecna koalicja, mimo ogromnych problemów, przetrwa do końca kadencji. Nie wykluczam jednak scenariusza, w którym SPD, wspólnie z przeciwnikami Merza wewnątrz CDU, doprowadzi ostatecznie do zmiany szefa rządu.


Udostępnij artykuł
Exit mobile version